Wiadomości

O balecie Dziadek do Orzechów

recenzja baletu Dziadek do Orzechów

„Dziadek do orzechów” Czajkowskiego w teatrze „Palladium” przy ul. Złotej to jedno z najmilszych i najszczerzej granych przedstawień baletowych, wystawianych ostatnio na warszawskich scenach. Zwykle pisze się o „niezapomnianym wieczorze”; tym razem mamy do czynienia z niezapomnianym porankiem, gdyż spektakle grane są przed południem, a widownię szczelnie wypełniają zauroczone i często zastygłe w niemym zachwycie dzieci (i oczywiście ich rodzice).

Wszyscy oglądający przedstawienie są pod olbrzymim wrażeniem wspaniałej, przepełnionej liryzmem a zarazem humorem choreografii, podziwiają energię tancerzy i pełne ludzkiego wymiaru układy baletowe. „Dziadek do orzechów” to piękny balet, znany z największych scen świata. Tutaj, w godzinnej, skróconej dla potrzeb i możliwości percepcyjnych młodocianych odbiorców wersji, możemy oglądać zarówno doświadczonych już, choć młodych solistów (brawa dla kobiety-gumy), ale także i kilkuletnie dzieci – uczennice szkoły baletowej, wykonujące swe role z największym przejęciem i wzruszającą odpowiedzialnością (ale też i niesamowitym wdziękiem!) Połączenie to daje bardzo dobre wrażenia – jesteśmy zauroczeni, a wręcz roztkliwieni. Gwiazdą przedstawienia jest niewątpliwie solista wykonujący rolę tytułowego Dziadka do Orzechów, którego energia i utanecznienie wręcz rozsadza niezbyt dużą przecież scenę teatru „Palladium”.

Właściwie nie ma w tym przedstawieniu ról poprawnych czy wysilonych, wszyscy dają z siebie bardzo dużo, a czynią to w dodatku z łatwością, stwarzając tak sugestywną atmosferę, że nawet dorośli zapominają o swym wieku i sami, wraz ze swymi pociechami, przenoszą się i w czasie i w miejscu – w świat baśni, świat swego własnego dzieciństwa. Przedstawienie oczarowuje zatem wszystkich, bez względu na wiek, a opisane wrażenia działają na widza niemal elektryzująco. Dobrym pomysłem jest wprowadzenie do baletu postaci Czarodzieja – iluzjonisty, który łatwo i bezpośrednio nawiązuje kontakt z młodą widownią; jest on wesołym przerywnikiem nie tylko prestidigitatorskim, ale także werbalnym, co w balecie, pozbawionym słów, a tym samym trudnym w odbiorze dla dzieci, jest kwestia istotną – dla utrzymania niezbędnego napięcia na sali wśród dzieci właśnie. Te jednak nie wykazują znudzenia nawet przy dłuższych scenach muzyczno-tanecznych. Czarodziej wprowadza młodych odbiorców w baśniowy wymiar, pełen przeżyć i wielostronnych doznań, będących treścią akcji baletu. Poza tym traktuje on dzieci na serio, jest zawadiacki, nie dziecinny. Na uwagę zasługuje także cała klasyczna „wystawa” tego spektaklu, a zatem stroje i scenografia, która, mimo swej skromności, na pewno nie uwłacza wielkim inscenizacjom „Dziadka do orzechów”.

Jest to przedstawienie dobre i potrzebne, uczy wrażliwości i cierpliwości w odbiorze sztuki. Muzyka XIX wieku, muzyka Czajkowskiego, jest piękna i zrozumiała dla nas – dorosłych. Dla 4-6 letnich dzieci jest jednak trudna, dramatyczna, miejscami nawet groźna. Strona wizualna przedstawienia stanowi jednak znakomity pomost dla odbioru tej muzyki przez tak młodą widownię. Język muzyki Czajkowskiego broni się na tym tle doskonale i znajduje zrozumienie wśród tych tak młodych odbiorców. Ja sam chwilami zapominałem, gdzie jestem, i ile mam lat, momentami wracałem do swego pacholęcego wieku i na jawie przypominałem sobie całą atmosferę oraz wrażenia, kiedy to sam chodziłem z rodzicami na podobne przedstawienia przed laty. Aż mnie coś zakłuło w dołku, tak, tak! Dla widowni ważna jest także możność wejścia na scenę czy spotkania się osobiście z wykonawcami. Dzięki temu wytwarza się bardzo potrzebna więź między nimi a artystami; to na pewno zaprocentuje na przyszłość. Czy są minusy tej inscenizacji? Jeden jest, owszem, ale nie można mieć tego za złe organizatorom – nie mamy w teatrze orkiestry, a muzyka płynie z płyt kompaktowych. Publiczność jest jednak pod tak dużym wrażeniem, że tego nawet nie zauważa. Brak ten jednak z korzyścią procentuje – w cenie biletu. Natomiast rola popularyzatorska, edukacyjna i duchowa przedstawienia wreszcie wypełnia wszystkie te niedobory z nawiązką.

Tomasz Lerski

Dodaj komentarz

*